Bitwa pod Kockem - kapitulacja gen. Kleeberga
Ostatnią scenę kampanii wrześniowej tak opisywał kawalerzysta 3 pułku Strzelców Konnych, por. Zbigniew Makowiecki: długi szereg koni bez ułanów, które samorzutnie ustawiły się przed generałem Kleebergiem. Wcześniej pułk, do którego nie dotarł meldunek o kapitulacji, trafił w Kalinowym Dole pod ostrzał niemieckich karabinów maszynowych.
To był ostatni akord bitwy pod Kockiem, złożonej z serii potyczek wygranych przez żołnierzy Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”. Polskie oddziały zajęły Wolę Gułowską i niemal rozbiły niemiecką 13 Dywizję Zmotoryzowaną zmuszając ją do odwrotu. Jeden z ostatnich meldunków brzmiał: „Jesteśmy na tyłach wroga. Nieprzyjaciel rzuca broń i rynsztunek i cofa się w popłochu.” Niestety, skończyła się też amunicja i 5 października generał Kleeberg zmuszony był podjąć decyzję o kapitulacji.
Ten wybitny dowódca, absolwent trzech akademii wojskowych, w połowie września dobrze radził sobie w starciach z korpusem pancernym słynnego generała Heinza Guderiana, a po sowieckiej agresji 17 września zdecydował się iść z odsieczą dla oblężonej Warszawy. Proponowano mu wtedy miejsce w samolocie do Rumunii tłumacząc, że przecież wojna jest przegrana. Odpowiedział, że nie zostawi swoich żołnierzy.
Wiedział jak ważne dla wojska jest morale i życie duchowe. Jako dowódca w Grodnie zadbał o odbudowę garnizonowego kościoła, a w czasie apeli w jego oddziałach odmawiano modlitwy i śpiewano „Boże, coś Polskę”.
Jak wspominał jeden z żołnierzy Grupy Polesie: „Nigdy nie zapomnę, jak nasze szczupłe, ale zwarte oddziały szły na pomoc Warszawie. A przeciw nam całą szerokością szos waliły tłumy uciekinierów z obłędem w oczach. Wszyscy pędzili na południe w stronę Rumunii, a my kleeberczycy pod prąd w stronę Warszawy.”
Do kapitulacji przekonywał też generała wzięty przez niego do niewoli niemiecki oficer, z którym razem kończyli akademię wojskową w Wiedniu. Na to Kleeberg odparł: Pański i mój profesor Clausewitz w swoim wiekopomnym dziele sztuki wojennej już w pierwszym tomie pisze tak: „Jeśli się zniszczy siły zbrojne przeciwnika i zdobędzie jego kraj, to dotąd nie można wojny uważać za skończoną, dopóki wola nieprzyjaciela nie zostanie złamana, dopóki naród nie zostanie zmuszony do poddania się”.
Gdy 28 września dotarła do generała wiadomość o kapitulacji Warszawy, podjął decyzję dotarcia do składów amunicji w Dęblinie i przedarcia się do lasów świętokrzyskich, aby prowadzić działania partyzanckie. Ten marsz znaczony walkami z Wehrmachtem i Armią Czerwoną zakończył się pod Kockiem. Swój ostatni rozkaz dowódca Grupy Polesie zakończył słowami „Wiem, że staniecie, gdy zajdzie potrzeba. Jeszcze Polska nie zginęła i nie zginie!”
Michał Kędzierski
Pod linkiem na facebooku jest kilka zdjęć z tegorocznych obchodów z Kocka i Woli Gułowskiej.
https://www.facebook.com/mkedzier/posts/4637529169620589